Złoty najpierw wiek nastał. Nie z bojaźni kary,
Lecz z własnej chęci człowiek cnoty strzegł i wiary. Kary, trwogi nie znano. W spiżowych tablicach Groźby praw, i wyroku na sędziego licach Lud nie czytał: bez sędziów byli bezpiecznemi. Jeszcze sosna dla obcej odwiedzenia ziemi Nie zstąpiła do morza ze swych gór rodzinnych, A człowiek prócz ojczystych nie znał brzegów innych. Grodów nie otaczano spadzistymi wały, Proste trąby i surmy zagięte nie brzmiały; Hełmu, miecza nie było, i bez wojsk narody Używały w spokoju bezpiecznej swobody. Jeszcze bronią nie tknięta, od pługa spokojna, Wszystko z siebie dawała ziemia w dary hojna. Przestając na pokarmie, zrodzonym bez pracy, Z drzew owoc, z gór poziomki zbierali wieśniacy, Tarnki i głóg, rosnący na krzakach ciernistych, I żołędzie, co spadały z dębów rozłożystych. Wiosna była wieczysta. Zefiry łagodne Rozwijały tchem ciepłym kwiaty samorodne. Zboża na nieoranej rodziły się ziemi I łan ugorny kłosy połyskał ciężkiemi. Hojną płynęły strugą i nektar, i mleko, I z dębu zielonego złote miody cieką.
Owidiusz, Metamorfozy (Księga Pierwsza) tłum. Bruno hr. Kiciński (1843) |